Jeszcze o milosci…
Zawsze mowilam sobie i innym - nie zaluj. Nie udal Ci sie zwiazek - nie zaluj, napewno byly momenty kiedy bylo pieknie, napewno cos Ci daly te miesiace czy lata… I oto jak w pysk moja wlasna filozofia zmarla smiercia nagla i nie wiem czy naturalna.
Ex przyjechal zobaczyc syna i po pierwszych pieciu minutach po spotkaniu z nim, zdalam sobie sprawe, ze zaluje. Cholernie zaluje tych lat z nim. Zobaczylam nagle kogos kogo nie jestem w stanie lubic, znosic nie marzac nawet o kochaniu. Kogos bez niczego ciekawego do powiedzenia, zupelnie nie w moim guscie, niezbyt przystojnego i smierdzacego piwem. Odrzucilo mnie na calego. Co dziwniejsze odrzucilo tez mojego syna, ktory po jednym dniu z daddy zapowiedzial, ze nie chce juz i kropka, cos niezwyklego jak na trzylatka. Wrocilam do domu i wyciagnelam zdjecia z minionych lat, zawsze przynosily jakies refleksje - teraz rowniez, tylko ze, przede wszystkim uswiadomily mi, ze nie ma niczego dobrego do wspominania. Wyszukalam wszystkie zdjecia eksia ( na ktorych byl sam ) i mu je oddalam. Nic dla mnie nie znacza. Zdalam sobie sprawe, ze jedyna rzecz ktora mam ze znajomosci z nim, z tych wszystkich lat wspolnego bycia i niebycia to plemnik. Jeden szczesliwy plemnik, ktory w polaczeniu z moim jajeczkiem stworzyl male cudo w postaci mojego synka. Tak wiec, zaluje, oficjalnie zaluje tych straconych lat, bo przeciez by dostac ten plemnik wystarczylo by 5 minut.
Kochajcie sie!!!
25 sty 2010 at 20:10
Kochanie, mimo że to o czym piszesz nie jest optymistyczne bo 5 lat to szmat czasu, jednak wydzwięk jest bardzo pozytywny. Wszystkie chore związki powinny się skończyć bo następny będzie poprostu lepszy :)