Pillow Book, pillowbook, Zapraszam na strone pillowbook.pl

Dominika Zarembska zaprasza na strone www Pillow Book.pl

fotografia ¶lubna

Starocie: 05/2007...

optymistycznie nie

Alex :: Na ucho
26 maj 2007

Maj sie konczy, zbliza sie czerwiec - czas slubow. Zaczynam nabierac optymizmu, mimo iz nic nie wskazuje jakby od jutra mialo byc lepiej. Mam wrazenie, ze wszyscy dookola zyja - robia kariery, buduja zwiazki i mebluja mieszkania…a ja tkwie w miejscu. Moje zycie uczuciowe, no coz nie ma czegos takiego. Moje zycie zawodowe jest w zawieszeniu, a towarzyskie skonczylo sie wraz z wyjazdem Miki i Cuby. Nie chce sie tu uzalac - wiem kazdy ma problemy, ale nie macie czasem wrazenia, ze kazdemu jakos idzie tylko nie wam??? Czy to tylko ja tak mam? Jeszcze tylko 5 dni do konca maja - wytrzymam. BUZIA

MAJ

Alex :: Na ucho
14 maj 2007

Nie cierpie maja. Wiem - maj, miesiac zakochanych, maturzystow, wiosna, hormony itd. A ja go nieznosze. Mecze sie. Wszystko zle, zawsze przydarzalo mi sie w maju - nawet moj slub byl w maju. Jest mi zle i jedno co mnie trzyma w pionie to moj synek a z bardziej doczesnych uciech niedaleki przyjazd moich przyjaciol. Boze, jak sie ciesze, ze przyjezdzacie.

Peron - proza moja.

Alex :: Na ucho
12 maj 2007

Smierc siedziala z boku i beznamietnie, spokojnie czekala. Po kazdego przychodzila osobno - wbrew temu co sadzili ludzie i zwierzeta, kazdy umieral w innym czasie. Nigdy nie zabierala dwoch czy tez wiecej istot w tym samym momencie. Oczywiscie z ludzkiego punktu widzenia tak wlasnie moglo to wygladac, lecz ona po kazdego musiala przyjsc osobiscie, takie bylo prawo. Smierci nie obowiazywal czas, ta rzecz wymyslono jedynie dla istot materialnych. Nie wiedziala, co to pospiech, kazdemu poswiecala sporo uwagi, nie wazne czy byl to czlowiek czy tez zwierze. Nalezalo odbyc caly preceder. Puscic skrot zycia, przypomniec wazne osoby i wydarzenia, upewnic sie, ze wie dokad ma isc po oddaniu ostatniego tchu.
Ostatnio walczyli, szczegolnie ludzie. Te ich wszystkie maszyny do sztucznego podtrzymywania zycia, czasem ja to bawilo, byli tacy naiwni, ale coz - taka juz ich natura. Z biegiem lat przyzwyczaila sie juz do tego, ze plakali, mimo iz w swojej materialnej postaci spedzili tylko chwile, nie byli w stanie zrozumiec.
Sporzala na mezczyzne na skraju peronu, wiedziala, ze bywal tu juz wiele razy, ale ona byla tu po raz pierwszy. Patrzyla na spokojnie, jak ktos kto widzial ta sama scene juz tysiace razy. Widziala jak tepym wzrokiem wpatruje sie w tory kolejowe i jak zaciska piesci, tak bardzo chcialby umiec skoczyc. Bal sie. Moglaby mu pomoc, ale za to czekala by ja straszliwa kara, ona nie dawala zycia i nie miala tez prawa go odbierac. Jej nie dano - jak ludziom i zwierzetom umiejetnosci odbierania zycia. Ona miala odgorny plan i musiala sie go trzymac. Pies pokazal sie znikad, byl zmeczony, kulal. Podszedl do smierci pomalu i popatrzyl jej w oczy.
- Juz dobrze, juz idziemy. - poglaskala psa po glowie. Skonal po chwili.
Wracala prawie pustym peronem, kolejna istota czekala daleko stad. Mijajac mezczyzne, spojrzala mu w twarz, nie czesto to robila - ludzie to czuli. Czlowiekiem wyraznie wstrzasnelo, nie musiala tego robic, ale szkoda go jej bylo,wiedziala kiedy to sie stanie - nie tu i nie teraz. Tak chociaz przestanie tu przychodzic, bedzie czekal na swoj czas.

Krzywy usmiech - proza moja.

Alex :: Na ucho
1 maj 2007

Za mlodych lat nigdy nie miala powodzenia u chlopcow. Nie byla jedna z tych wdziecznych dziewczat o smuklej sylwetce i dlugich blond wlosach, byla popularna, ale nikt nie podrywal jej ani nie umieral z milosci do niej. Prawie cala podstawowke i cale liceum przeszla sama - ale to nie znaczy, ze nie zaznala milosci. Bywala zakochana, zakochiwala sie bowiem czesto i latwo, jednak niestety jedynie platonicznie. Gryzla ja to i bolalo, ale nie lubila sie zalic z tego powodu. Kiedy skonczyla sie juz zla passa, pozostal w niej strach by nigdy juz sie nie powtorzyla. Kazdego mezczyzne sprawdzala przede wszystkim pod kontem dzialania - jej dzialania na niego. Byla latwa. Musiala byc bo jak inaczej sprawdzic, ze ten czy tamten naprawde jej pragnie. Nie miala obiekcji i sztywnych zasad, zaczal sie wkoncu jej czas i musiala go wykorzystac. Stalo sie niestety cos czego nigdy by sie nie spodziewala, los wprawdzie podarowal jej w koncu zainteresownie plci przeciwnej, ale zabral mozliwosc latwego sie zakochiwania. Pozwolil jej na to tylko raz i niestety wybor padl na nie ta osobe. To byl on, sama go sobie wyszukala i zdobyla krok po kroku. Umiescila go sobie w swoim swiecie, a wlasciwie stworzyla nowy swiat wokol niego. Tylko, ze on nalezal juz do innego swiata i nie mogl istniec w dwoch jednoczesnie. Czy przywdziala zalobe i zostala sama by go oplakiwac - nie, milosc miloscia, ale nie mozna pozwolic by znowu czula sie jak w czasach szkoly sredniej. Ciagle ktos byl, ktos na chwile, ktos na stale, ktos kto nie mogl sie jej oprzec a dzieki komu ona wciaz podpierala swoje ego. Jej dusza wyla, serce bolalo, ale cialo i umysl potrzebowaly wciaz nowych wrazen. To bylo jak narkotyk i nie ona nie tylko nie umiala z niego zrezygnowac, nie wiedziala nawet jak bardzo jest uzaleniona. Czasami osiagala dno i odbijala sie od niego by potem znow pomalu opadac. Los siedzial i patrzyl na jej walke, w koncu zaproponowal uklad - odda jej na powrot zdolnosc zakochiwania sie, tylko ona musi oddac tamto jedno odrzucone uczucie. Myslala nad tym dlugo i wiedziala, ze ta wymiana jest korzystna. Tylko, ze to oznaczalo znowu poczuc sie niechciana, przegrana i ona nie moze na to pozwolic. Odrzucila propozycje losu, faceci zawsze beda wkolo niej, nie jest sama i napewno nie bedzie, tylko, ze nie moze sie zakochac. Poza swoim cialem, rozumem i slodkim glosem nic nie moze im dac. Wystarczyloby tylko oddac to jedno nieudane uczucie - tak malo a tak wiele.