Prawde mowiac nie pamietalam, ktory to byl rok,ale Mika twierdzi ze 95.Nie pamietalam takze skad jechal pociag, natomist pamietam dokladnie, ze stacja docelowa bylo Opole - z postojem we Wroclawiu i tego nie pamietam jaki to byl dzien i czy padalo czy tez pogoda byla ladna…natomiast pamietam dokladnie nas stojace na koryarzu i gapiace sie na peron jednej z kolejnej stacji w naszej podrozy do domu z wakacji w Pobierowie i pamietam JEGO. Mial zolta czapeczke Camela,szaro zielona koszulke i jeansy,szedl wzdluz peronu, wygladal jak mlody bog - piekny.Patrzylam na niego i powiedzialam,ze jakbym miala takiego faceta juz nic innego nie byloby mi potrzebne do szczescia, a on po prostu poszedl. Dopiero jakies trzy stacje dalej okazalo sie, ze jednak wsiadl do tego pociagu.Wszedl do korytarza, stanal dwa okna dalej i nie zwracal na nas uwagi. A ja??? No coz, ja bylam juz cala jego.
-Zapytaj go o cos - poprosilam Dominike???
-O co?
-Nie wiem,o godzine,o papierosa, o cokolwiek - nie moglam zniesc mysli ,ze nawet z nim nie pogadamy…jesli ktos sie odwazy to tylko ona.
-Ok,ok
Poprosila go o papierosa,nie palil,ale obiecal jej jakies zdobyc, zostawil swoj plecak pod nasza opieka i zniknal…Smialysmy sie, ze zapomnial o nim,albo ze przewozil tam narkotyki lub cos jeszcze gorszego.Wrocil po jakims czasie z fajka dla Miki,stanal z nia przy oknie i zaczeli sobie gaworzyc.Mialam serce na ramieniu i poza gadaniem do Ady i tepym patrzeniem w okno nie bylam zdolna do niczego.Robilo sie pozno i ludzie zaczeli pokladac sie do snu, tam gdzie kto stal.I wtedy on znalazl sie przy mnie,niepokojaco blisko.Zaczelo mnie mdlic z nerwow…
“-Musze stad wyjsc,oplukac twarz - pomyslalam - inaczej zwariuje.”
Stalam w wc i patrzylam sie w lustro - tylko spokojnie - on wysiadzie i wiecej go nie zobacze…
Pozornie uspokojona,wzielam gleboki wdech,otworzylam drzwi i … w drzwiach stal ON.
Zrobilam krok wstecz a on zamknal za soba drzwi…Nigdy potem nie postapilam juz tak spontanicznie, calowalismy sie jak szaleni a on wciaz powtarzal - skad ty sie wzielas???
Dojechalismy prawie ze do samego Wroclawia…Mialam zly w oczach kiedy trzeba bylo wysiasc na Glownym, On jechal do Opola. Czulam, ze nie przezyje tego, ze to juz koniec, ze juz nigdy go nie zobacze…Siedzialam w holu Dworca Glownego zrozpaczona i nagle On, znalazl mnie, przylecial dac mi swoj adres, wziasc moj i jeszcze raz mnie pocalowac…
- Nigdy nie napisze - stwierdzila zimno i realistycznie Ada - tacy kolesie nigdy nie pisza.
Napisal i spedzilismy razem on/off prawie 3 lata i bylo cudownie. A potem, potem zlamal mi serce i przez niego wyjechalam z kraju. Wiem, ze jest zonaty, ma dziecko - teraz juz moze dwoje…Byl miloscia mojego zycia. To glupie, ale ciagle marze, ze jego malzenstwo sie nie udalo, ze pewnego dnia sie spotkamy i ze powie mi, ze ciagle o mnie myslal…Marzenia…